Płaczliwość Kowalczyk irytująca

Justyna Kowalczyk zrobiła wiele dla polskiego sportu. Osiągnęła sukces, o jakim wielu może tylko marzyć i niewątpliwie na stałe obok Adama Małysza, wpisała się w panteon polskich gwiazd. Ale przecież nie jest osoba doskonałą. Wszyscy widzimy i chyba wszystkich nas zaczyna irytować to, ze wiecznie ma wobec wszystkich pretensje. Kiedy wygrywa, to wszystko jest dobrze, organizatorzy są w porządku, norweskie rywalki nie są na dopingu. Kiedy jednak przychodzi porażka z doskonała Bjoergen, to zaczynają się wyrzuty. A że to organizatorzy na złość Kowalczyk przygotowali nie tak jak trzeba rasy biegowe, a to zawiódł smar, a to ktoś był na dopingu farmakologicznym. To po prostu kpina. Użalanie się nad własnymi słabościami na pewno nie służy żadnemu sportowcowi. A usprawiedliwianie przegranych w taki sposób to już trochę przesada.Na pewno sytuacja będzie się powtarzała w kolejnych latach czy to będą zawody Pucharu Świata, Mistrzostwa Świata czy też Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Mentalność polskich sportowców czasami ni jest taka, jak mentalność ludzi z zachodu. Nie potrafimy przegrywać i we wszystkim chcemy być najlepsi, kiedy nie wychodzi, to inny jest cały świat, który tylko czyha, by stłamsić Polaków.Trochę mi to obrzydza oglądanie rywalizacji biegaczy narciarskich. Bo miło oglądać Kowalczyk, nawet kiedy zajmuje piąte miejsce. Trudniej mi przetrawić druga pozycje na podiom, ale pozycję, która jest okupiona wiecznym narzekaniem. Bo to niegodne sportowca, nawet tej klasy jak Kowalczyk.